Magia Kamieni

Czy kamienie mają moc? Mój punkt widzenia.

Mam na imię Oktawia i zbieram kamienie. Jak większość kolekcjonerów, zadaję sobie pytanie – czy kamienie rzeczywiście mają moc?

Jak już wspominałam – zbieram kamienie, szukam kamieni, zachwycam się kamieniami, o kamieniach czytam i rozdaję je przyjaciołom. Ale dlaczego to robię? Niektórzy wierzą w ich uzdrawiającą moc, inni inwestują w nie swoje ciężko zarobione pieniądze, a ja po prostu zachłysnęłam się ich pięknem… Nie jestem healerką, szamanką ani litoterapeutką. Jestem zwykłą dziewczyną, która uwielbia otaczać się pięknem oraz rozkoszować mistyką. Właśnie dlatego znoszę do domu „kolorowy gruz” i obdarowuję nim swoich bliskich.

Czy kamienie mają moc leczniczą?

„Leczenie” to wielkie słowo. Żaden kamień nigdy cudownie mnie nie uleczył, ale też nie zrobił mi krzywdy. Ponieważ cierpię na chroniczną bezsenność, to w przypływie beznadziei, położyłam kiedyś przy swoim łóżku kryształy ametystu, cytrynu i kwarcu dymnego. Bo dlaczego nie… Wmówiłam sobie, że od teraz mam przy sobie mistycznych strażników, którzy pomogą mi wreszcie przysnąć. Jak to się skończyło? Całkiem zaskakująco. Faktycznie, przez pewien czas spało mi się lepiej, dłużej, głębiej. Brzmi podejrzanie? Oczywiście. Jak się pewnie domyślasz, po prostu zaprogramowałam swój mózg na efekt placebo.

Autorka Oktawia Sanga przy pracy.

Czy kamienie mają TĘ moc?

Kocham kamienie. Darzę je szacunkiem. Rozpala mnie myśl, że istniały na długo przede mną i będą istnieć jeszcze długo po mnie, choć to „tylko” martwa materia. Taki punkt widzenia otwiera umysł na nowe, nadnaturalne doznania i możliwości. Innymi słowy, uznaję, że kamienie rzeczywiście mają moc, lecz o jej sile i zasięgu decyduje podświadomość ich właściciela. Obcując z kryształami, zawieram pakt z czymś potężniejszym ode mnie. Proszę o uleczenie i je dostaję, ponieważ szczerze otworzyłam się na taką możliwość. Oto osławiony efekt placebo.

Placebo czyli oszustwo?

Efekt placebo istnieje. Potwierdzi to każdy naukowiec, lekarz, badacz, klinicysta, laborant… W badaniach klinicznych zawsze należy uwzględnić efekt placebo, który niejako trochę przeszkadza, wadzi i mąci. Ja z kolei uważam, że efekt placebo należy priorytetyzować. Skoro coś takiego istnieje, a czasem osiaga skuteczność leczenia zbliżoną do faktycznego leku, to ja chcę włączyć do procesu uzdrawiania pusty preparat, pozbawiony efektów ubocznych! I moja w tym głowa, by odpowiednio wytrenować swój umysł.

Po pierwsze – szacunek

Jak już wspominałam, szczerze podziwiam kamienie i minerały. Ich majestatyczną stałość, milczące piękno i niewzruszoną cierpliwość. Nigdy nie jestem pewna – to ja wybieram kamienie, czy one wybierają mnie. Kocham każdy okaz w mojej kolekcji. Znam dokładnie każdy swój kamień. Jestem pewna, że wytworzyła się między nami pewna subtelna więź. Ale też pamiętam, że jestem ich właścicielką tylko przez chwilę. Nie wiem, co się z nimi stanie, kiedy mnie zabraknie. Dlatego pokornie zwracam się do nich z prośbą o wsparcie. Ja, tymczasowa, „ożywiona” właścicielka. Proszę o głęboki sen, ciszę, wsparcie emocjonalne. Chcę wierzyć, że kamienie mi pomogą, bo kto ma to zrobić, jeśli nie COŚ, co liczy miliony lat i przerasta mnie wytrwałością?

Wiem, że nic nie wiem

Interesuję się zjawiskami niewyjaśnionymi i psychotroniką. Ale tak samo interesuję się nauką. Nie rozumiem, dlaczego te dwie ścieżki muszą się wykluczać. Z uwagą śledzę poczynania fizyków kwantowych, bo czuję, że właśnie w polu subatomowym czai się przełom, coś, co nazywamy „cudami”. To zaskakujące, że fizyka klasyczna, z którą miałam tak wielkie problemy w szkole, okazuje się niewystarczająca do pełnego opisu przyrody. Ja naprawdę wiem, że nic nie wiem i skłonna jestem przyznać, że efekt placebo może być naszą tajną bronią. Dlatego nie wyśmiewam magii kamieni. Nie przyniosę ci wymiernych, naukowych dowodów, że kamienie mają moc. Ja po prostu im się przyglądam i dopuszczam taką ewentualność. Jedno jest pewne – one nigdy mi nie zaszkodzą (no chyba, że bym je zjadła 🙂