Ezoteryka

Jak medytować w ruchu? Moja autorska medytacja dynamiczna

Dziś będzie o technice, którą nazywam autorską medytacją w ruchu. DOSŁOWNIE autorską, ponieważ jestem autorką powieści, a metodę tę opracowałam sama i z powodzeniem stosowałam ją w celu pobudzenia kreatywności. Jako pisarka ogólnie lubię wymyślać, zmyślać, kombinować, przeinaczać, udoskonalać, szukać drugiego dna. Tak też podeszłam do czynności, jaką jest medytacja w ruchu, zwana też medytacją dynamiczną.

Medytacja – od czego zacząć

Tyle się naczytałam na temat dobrodziejstw płynących z medytacji… Począwszy od poprawy nastroju, redukcji stresu, pogłębianiu więzi z samą sobą, a skończywszy na uregulowaniu pracy serca… Właśnie tego dla siebie chciałam. Po kilkutygodniowym researchu przeszłam z teorii do praktyki i zaczęłam uprawiać medytację. Przerobiłam kilka technik, aż wybrałam dla siebie medytację transcendentalną, z wykorzystaniem mantry. Wydawało mi się, że jestem solidnie przygotowana do sprawy.

Pierwsze efekty medytacji – jakie i kiedy?

Medytacja to sztuka bierności, pustki i ciszy, co wbrew pozorom wcale nie spływa na człowieka z łatwością. Specjaliści, praktykujący i nauczyciele medytacji zalecają ćwiczyć regularnie, cierpliwie, na początek w krótkich sesjach i nie wymagać od siebie zbyt wiele. Po kilku tygodniach codziennej praktyki można się spodziewać pierwszych zauważalnych korzyści i efektów, takich jak: wyciszenie, zwiększona empatia, kontrola emocji, spokój, komfort psychiczny, optymizm, dystans do rzeczywistości, uważność, świadomość TU i TERAZ.

Efekty mojej medytacji transcendentalnej

Ten akapit mogłabym zamknąć w jednym, krótkim zdaniu – NIE DOSZUKAŁAM SIĘ U SIEBIE ŻADNYCH POZYTYWNYCH EFEKTÓW MEDYTACJI (nawet placebo). Z tych negatywnych pojawiły się za to: zwiększona irytacja, piętrząca się niecierpliwość, a przede wszystkim pretensje do siebie – znów coś ze mną jest nie halo?

Dlaczego medytacja mi nie wychodzi?

„Za krótko praktykujesz, zbyt wiele od siebie wymagasz, nie znasz podstaw, coś cię rozprasza, potrzebujesz nauczyciela…” — bla, bla, ile razy to słyszałam…

Odkąd sięgam pamięcią, lubię uczyć się wszystkiego sama. Rodzice nie nadali mi drugiego imienia, ale z czasem nadałam je sobie sama. Brzmi ono: Samouk. No ale medytacja niestety mnie pokonała.

Medytowałam codziennie, w różnych konfiguracjach czasowych, o różnych porach dnia i nocy, łącznie przez kilka miesięcy. Przez ten czas nie mogłam się wyzbyć wrażenia, że robię coś dla mnie tak nienaturalnego, jakbym za karę udawała mniszkę. Otwierając oczy po kolejnej nieudanej sesji zdarzało mi się soczyście zakląć. Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego medytacja mi nie wychodzi? Może medytacja wcale nie jest dla wszystkich?

Sylwetka postaci uprawiającej medytację w ruchu

Czy można medytować, nie wiedząc, że się to robi?

Przyznam, że nie szukałam nauczyciela medytacji, ponieważ dla mnie największą frajdą jest radzić sobie samodzielnie. Taką mam wadę. Sprawa nieudanej medytacji jednak trochę mnie dręczyła. Musiałam wybrać się na długi spacer ze słuchawkami na uszach, żeby ten temat „przerobić”. Wyszłam z domu wkurzona, zawiedziona, ale po pięciu minutach nudnego, miarowego marszu i głośnego dudnienia w uszach, coś nagle się w umyśle poprzestawiało. Zaczęłam porządkować swój obraz – nie lubię bezczynności, muszę ciągle coś robić, rozwijać się, jestem impulsywna, uwielbiam dygresje, mam nadwrażliwość słuchową. Może osoba tak nadpobudliwa nie ma szans doświadczyć dobrodziejstw płynących z medytacji, która przecież wiąże się z bezczynnością, spokojem i odpuszczaniem? Może by tak znów zboczyć z utartych ścieżek i zacząć medytować po swojemu? Z jakiegoś powodu przestałam się wściekać. A kilka minut później całkowicie odpłynęłam. Zrobiło się w głowie luźniej. I wtedy doznałam olśnienia – właśnie zaczęłam z powodzeniem medytować!

Pewnie i ty znasz to uczucie. Może zdarzyło ci się medytować podczas spaceru, w biegu albo w tańcu, tylko o tym nie wiedziałeś. Może w gorszych chwilach rzucasz wszystko i lecisz pobiegać, żeby wrócić na właściwy tor? Całkiem możliwe, że szukasz w ten sposób równowagi, że też wtedy medytujesz.

Medytacja w ruchu czy w bezruchu?

Egzystuję na Niebieskiej Planecie już ładnych parę latek i jedno wiem na pewno – nie należy porównywać się z innymi i za wszelką cenę im dorównywać. To, co działa pozytywnie na twojego przyjaciela, nie musi działać pozytywnie na ciebie. Tak też mogło być z moją nieudolną medytacją.

Skoro tradycyjne techniki przysparzały mi tylko rozczarowań, musiałam opracować inny sposób, dostosowany do mojego stylu życia, stopnia uważności, możliwości koncentracji, tempa i, ogólnie, upodobań. Zaczęłam więc medytować w ruchu.

Jak medytować w ruchu?

Robiłam to bez czytania fachowej literatury ani wsparcia nauczyciela. Wsłuchiwałam się w podświadomość i swoje potrzeby. Tak powstał autorski przepis na medytację dynamiczną:

Jednostajny ruch + szybka, rytmiczna muzyka + synchronizacja oddechu z rytmem + odosobnienie

Z czasem przepis udoskonalałam. Wydawało mi się, że lepiej medytuje mi się w ciemności, przy minusowej temperaturze i w skąpym odzieniu. Wkrótce zrezygnowałam ze słuchawek dousznych i wybrałam nauszne, solidnie izolujące, z dobrym systemem aktywnego wygłuszania. Eksperymentowałam jeszcze z kofeiną, elektrolitami, postem żywieniowym. Zdarzało mi się zamykać oczy. Co najważniejsze – musiałam być sama. Jakikolwiek kontakt ze światem zewnętrznym przerywa trans i trzeba zaczynać medytację od początku. A chodzi przecież o to, by poprzebywać w swoim wnętrzu, dokładnie mu się przyjrzeć i wreszcie się w siebie wsłuchać.

Udana medytacja dynamiczna

Skoro nie mogłam medytować niczym tybetański mnich unoszący się nad niewzruszoną taflą jeziora, to znalazłam inny sposób. I to był strzał w dziesiątkę. Nie wiem, jak bym sobie poradziła z wyzwaniami dnia codziennego, gdyby nie medytacja w ruchu… Niezbyt dobrze radzę sobie ze stresem, na szczęście ruch i muzyka pozwalają mi rozładować toksyczne napięcie.

Teraz z aktywnej medytacji czerpię garściami: wyrzucam z siebie nadmiar emocji, pozbywam się irytacji i złości. Wzmacniam kontakt z samą sobą, wydobywam skryte pragnienia, porządkuję przeżycia, a przy okazji wzmacniam ciało. Pozbyłam się kilku kilogramów tkanki tłuszczowej i wymieniłam ją na tkankę mięśniową (to przede wszystkim zasługa orbitreka i bieżni).


Medytuję podczas spacerów, w trakcie zakupów, w biegu, na siłowni, podczas sprzątania, w pracy… Z całą pewnością polecam medytację każdemu, ale… z dozą elastyczności. Jeśli czujesz, że na duchowej ścieżce od dawna nie czynisz postępów, tylko się irytujesz, to może warto czasem posłuchać tego wewnętrznego głosu i potraktować go jako wskazówkę, zachętę do eksperymentów?

Swoją metodą medytacji w ruchu podzieliła się z nami Oktawia Sanga, autorka powieści Przedpamięć.